Okna-seria z 2018 roku.

Impresjoniści w Tate Modern 2/2018

Kolejny dzień art tour in London. Najbardziej wyczekiwany. Umówiłam się kiedyś, jeszcze w Gdańsku, z Panią przewodnik na sobotę 3 lutego na 12.15 w Tate Britain na wystawę Impresjonistów. Jest. Przez godzinę otworzyła przed nami wzruszający świat artystów uciekinierów z Paryża. Impresjonistów z Monetem, Pissarem, Tissotem… . Ogromne wyrażenie. Świetlistość barw niezapomniana.

Kreatywność

Idea to dla artysty elementarna rzecz. Jak powstaje? Skąd się bierze? To proces bardzo długi i żmudny. Zaczyna się od izolacji, spojrzenia z boku, zapisu.

Read more

Kartka ze szkicownika

Nowe tworzywo niesie za sobą niewyobrażalną radość działania. Sceptyczny wobec innowacyjnych metod artysta, w końcu sięgnął po nowe media. Okazało się, że pastele to nie tylko pastele, a farba to nie tylko ta w słoikach i tubkach. Przez kolejne dni odkrywałam wszystkie możliwości nowych, prasowanych w pudełkach niczym cienie do powiek lub pudry, pasteli oraz farb zamkniętych w gotowe sztyfty z pędzlem, przypominające pisaki. Nowe możliwości pozwalają osiągać nowatorskie efekty. Pastele można rozcierać, mieszać, malować palcami i brudzić ręce, a więc naprawdę czuć gęstość i fakturę. Pisaki są bardziej oporne, zostawiają tylko gładką linię. Na szczęście zawarta w nich ecolina łatwo rozpuszcza się w wodzie i daje wreszcie efekty głębi na płaszczyźnie.

Obraz morza

Wertykalizm ujęty w formę pionowych ścian z nikłą przestrzenią i miejscem na fragment błękitu, sugerującego powietrze, nie daje mi spokoju od momentu, kiedy zobaczyłam inny obraz morza. Pejzaż na Krecie to góry, wąwozy, skały i zawsze widoczne błękitne morze.

Dwie zupełnie inne struktury koło siebie – jedna poszarpana, skalista w kolorach brązów, spalonej ochry i rozbielonych od słońca ugrów, druga natomiast gładka, zawsze błękitna i bardzo spokojna. To zderzenie faktur jest dla mnie ciągłą inspiracją. Rejestruję pomysły, szkice, krótkie impresje w zeszytach. Są one punktem wyjścia do stworzenia cyklu obrazów. Dziś dzielę się tymi zapiskami. Wiele z nich to tylko etapy końcowego obrazu, ale właśnie te działania uważam za najbardziej autentyczne i cenne.

 

Wystawa Maxa Liebermanna w Bremie od 22.10.2016 do 26.02.2017 pt „Od wolnego czasu do sportu”

Zanim zorientowałam się, który fragment twórczości Maxa Libermanna oglądam i czego dotyczy zestawienie obrazów, przeniosłam się w świat pejzaży, pełnych przestrzeni, powietrza i nieba – przeniosłam się do mojego świata. Wówczas od razu cała ekspozycja zaczęła być znajoma i oczywista. Zawsze oglądając wystawy pędzę do przodu, jak gdybym chciała jak najszybciej zobaczyć całość i wrócić do początku, by móc kontemplować atmosferę wybranych płócien.

 

Znalazłam pocztówki i zdjęcia z kurortu Sopot. Uderzyła mnie jedna myśl: „brak granic”, która stała się dla mnie przesłaniem tej wystawy. Morze, kurort, plaża – to niezwykłe miejsca przepełnione wolnością, gdzie nie istnieją granice i czas. To miejsca o niesamowitej sile przyciągania, które łączą pokolenia, epoki i ludzi.

Patrzę na ułożone przed sobą trzy zdjęcia: pierwsze to obraz Maxa Libermanna „Strand bei Noordwijk” z 1908 roku, drugie przedstawia dwóch chłopców w wieku ok. 7 i 9 lat na plaży na Stogach – ten młodszy to mój tata w latach 40-tych, trzecie z kolei stanowi zapis rodzinnych chwil – na plaży na Helu stoję obok 11-letniego chłopca, mojego syna. Zdjęcie pochodzi z 2017 roku.

Co ma w sobie to miejsce, że potrafi tak skutecznie łączyć pokolenia, przez co zawsze jest obecne w mojej historii?

Morze, gdziekolwiek jestem, przyciąga mnie. Myślę, że podobne doznania ma każdy, kto się tu urodził. Powietrze zmienia się tu o każdej porze roku. Jednak największy urok tego miejsca można odnaleźć w zimie. Wówczas aura tajemniczości i cudownej pustki miesza się z zimnym powiewem wiatru w kolorach ugrów, szarości i bieli.

  

 

Happy Monday

23.01.2017

Dziś wróciło do mnie wspomnienie wystawy surrealistów, którą obejrzałam w Muzeum Narodowym w Hamburgu w grudniu 2016 roku. Ekspozycja zakończyła się 22 stycznia, a dzień później wczesnym rankiem przyszedł do mnie kurier z pięknym katalogiem, bogato ilustrowanym i doskonale opracowanym merytorycznie.


http://www.hamburger-kunsthalle.de/ausstellungen/dali-ernst-miro-magritte
Po raz pierwszy widziałam tego typu zestawienie obrazów i twórców surrealistycznych: Rene Magritte, Marcel Duchamp, Salvador Dali, Max Ernst ale też Pablo Picasso, Dora Maar, Mark Rothko, Henry Moor, Alberto Giacometti, Giorgio de Chirico, Hans Arp i wielu innych artystów, którzy tylko przez moment utożsamiali się z tym nurtem sztuki. Moją największą inspiracją był zawsze Joan Miró – totalny indywidualista pomimo swojej przynależności do surrealistów. Niezwykle fascynował mnie odrębnym podejściem do obrazu, stosowaniem ciekawych efektów i zdarzeń na płótnie, pełnym ekspresji, malarskim gestem. Dzieła Miró wręcz emanują pasją, dociekliwością materii, pozytywną energią. Miałam szczęście odwiedzić jego pracownię na Majorce. Okazała się skromna, wypełniona obrazami i niezwykłymi znaleziskami przyniesionymi z pobliskiej plaży: kawałkami drewna, muszlami, korkami. Pracownia wtopiona w krajobraz skał i morza – to co mnie inspiruje najbardziej!

 

Oszukać kolory

Zimą rzadko znaleźć można światło odpowiednie do malowania. Pracę trzeba dokładnie zaplanować i nie zmarnować czasu. Malowanie to kwestia oczywiście nastroju, weny, pomysłu, ale też codziennej pracy. Codziennie choćby jedna kreska. Zawsze sobie to powtarzałam. Kto to powiedział? Bez względu na pogodę i nastrój szłam do pracowni. To jest mój zawód, mój obowiązek wobec wszystkiego, co posiadam.


Zimowe światło oszukuje kolory – jest go mało, albo jest za ostre. Bardzo niskie słońce muszę zawsze przeczekać w mojej pracowni, potem jest chwila na korektę. Barwa jest dla mnie bardzo ważna. Czysty, piękny kolor zawsze ma ogromną wartość w obrazie. Do tego dążę i to najbardziej lubię. Bardzo łatwo nie dostrzec momentu, kiedy uzyskuje się prawdziwą barwę i poprzestać na warstwie jeszcze brudnej, nienasyconej. Trudne są kolory niebieskie – jeśli wybieramy te cieplejsze, zgaszone, bo łatwo wpadają w okropny żółtawy odcień. Moja paleta jest coraz prostsza, wykorzystuję coraz mniej barw, ale znam je bardzo dobrze.

 

 

Miejsce bez krajobrazu

Jest takie miejsce, z ukrytą magią szarych, zimnych chmur i mgłą wiszącą nad wąskim paskiem horyzontu. Nie ma tu naprawdę niczego, nawet lasu, pola i czasem kilka chudych drzew. Północ Europy, Dolna Saksonia, Brema i Hamburg, a przede wszystkim okoliczne miasteczka i wioski. Snuję się kilometrami plątaniną identycznych dróg, w identycznym krajobrazie. Mieszkam w jednym z takich identycznych domów- Dolna Saksonia, Bredenbeck. Właśnie w takim miejscu powstają nowe idee i pomysły na kolejne malarskie podejście do krajobrazu. W tym miejscu spotkałam wspaniałych przyjaciół, podobno zodiakalne Bliźnięta przyciągają się i nie mogą bez siebie żyć.

 

Wszystkie moje cykle obrazów w drodze na wystawy zatrzymywały się właśnie tu w Bredenbeck. Pamiętam spontaniczny wernisaż w ogrodzie podczas wyładunku prac, był nawet szampan. A potem znowu w drogę. Magia miejsca to ludzie, dzięki którym najbardziej szary, zimny i smutny krajobraz staje się inspiracją, jest powodem do radości tworzenia.

 

Mgła z metalu i szkła

Przełom roku 2016 i 2017 okazał się powrotem do miejsca, które pozwoliło mi wejść do świata sztuki i galerii, zaistnieć wśród artystów, poznać nowych przyjaciół otwartych na doznania estetyczne. Północne Niemcy: Hamburg i Hannover przywodzą mi na myśl wiele, budzących wzruszenie wspomnień związanych z wystawami, wernisażami, spotkaniami ze wspaniałymi ludzi. Obecnie w Hanonoverze nie istnieje już Galeria Dino Da Vinci, którą założyła Inga Lewald. Grupa artystów, Crea(k)tiv , którą promowała ta wspaniała kuratorka tętniła pozytywną energią.

 

Dziś ujrzałam Hamburg na nowo jako przestrzeń dotkniętą upływem czasu, dynamizacją tempa życia i maszyn oraz rozrostem kolosów z metalu i szkła. W płaskim, północnym krajobrazie to wszystko buduje całkiem nowy obraz miasta. Obiekty wyłaniają się przed oczami i rysują się kolorami w szarym, mglistym powietrzu. Rano nieruchome, wieczorem ożywione światłami.